Być świadkiem, czyli pytać o Jego pragnienia…

Być świadkiem, czyli pytać o Jego pragnienia…

Już od jakiegoś czasu przeczuwałam, że coś nie gra. Nie potrafiłam tego nazwać, jakoś dookreślić. Wiedziałam po prostu, że patrząc na mój, twój, nasz Kościół, coś jest nie tak (wiem, wiem, wiele rzeczy jest w Nim nie tak, ale czułam, że chodzi mi o coś bardzo konkretnego). Odkryłam, że to, co mnie uwiera to gniew i niezgoda. Zrozumiałam, że uczucia te są wymierzone w dysproporcję między tym ile we mnie, w tobie, w nas kato-konsumenta, a ile świadka.

Potrzeba świadków.

W życiu duchowym bywają okresy strapień. Wtedy ducha przepełnia pustka, a Bóg wydaje się odległy. Po takim czasie przychodzi jednak duchowe pocieszenie. Wraca radość, bo relacja z Bogiem odżywa na nowo. To tak w skrócie. Zdarzyło mi się rozmawiać z moim Towarzyszem Duchowym będąc właśnie na początku okresu pocieszenia poprzedzonego dość dotkliwym czasem strapienia. Fragment naszego dialogu wyglądał mniej więcej tak:
– Co pozwoliło ci wyjść ze strapienia?
– Czytałam biografię Świętego Ignacego z Loyoli. Historia jego życia, nawrócenia, to jakim stał się człowiekiem… to wszystko napełniało mnie życiem, doprowadziło do wejścia w pocieszenie.
– Tak, spotkałaś świadka…
To był kluczowy moment. Wiedziałam, że dzieje się coś nowego i ważnego- wiedziałam, że wypełniają mnie intensywne i życiodajne emocje, ale nie potrafiłam precyzyjnie określić ich źródła (w gruncie rzeczy chodziło wszak o coś głębszego niż sama lektura biografii). Początek mojego pocieszenia miał miejsce w spotkaniu ze świadkiem.
Z tamtego czasu i z tej rozmowy wyciągnęłam dwie podstawowe lekcje. Pierwsza mówi o tym, że z emocji nieodkrytych i nienazwanych trudno zrobić pożytek. Najpierw musisz wiedzieć, że w ogóle coś czujesz, później trzeba spróbować to nazwać. Zadać sobie proste pytania: czym jest to, co się teraz we mnie dzieje? jak mogę nazwać te emocje? jakie informacje niosą ze sobą wypełniające mnie uczucia i to wszystko, co we mnie zachodzi?
Druga lekcja dotyczyła tego, że będę poszukiwać świadków Chrystusa. Ludzi, którzy zainspirują mnie tak, że jak oni, będę chciała za Nim podążyć, zmienić swoje życie, szukać Prawdy.

Odkrycie zastosowane.

Obie te lekcje przyszły mi z pomocą w ostatnim czasie, gdy po prostu poczułam, że ,,coś mnie uwiera”. Miałam zatem pewność, że pracują mnie we mnie jakieś emocje, dzieje się coś, co niesie ważną dla mnie informację. Następnym etapem było odkrycie, że to co czuję, to gniew i niezgoda. Pomyślałam wtedy: OK, już coś wiesz. Poszukaj źródła, poszukaj przyczyny. Ten etap trwał wiele miesięcy… nie potrafiłam określić tego, co budzi mój gniew. W przypadku tej emocji jest to o tyle frustrujące, że gniew wyzwala energię, którą można spożytkować na to, aby zacząć działać i zmienić to, co budzi twoją frustrację i niezgodę. Jeśli jednak nie potrafisz sprecyzować co jest powodem odczuwania gniewu, wówczas kumulująca się energia nie może znaleźć sobie właściwego źródła ujścia, szuka więc innego, ale to już temat na odrębny tekst… Było zatem ciężko.
Z odsieczą nadciągnęła Ewangelia, a dokładnie zakończenie dzieła Świętego Mateusza. W rozdziale 28 Chrystus mówi do apostołów, aby szli i czynili z ludzi uczniów (najpopularniejszy przekład głosi: Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody…, nie jest to jednak najtrafniejsze spośród możliwych tłumaczeń). Zrozumiałam coś nowego (a więc po raz kolejny się nawróciłam)- Chrystus powołuje nas do bycia, tymi, którzy pociągną ku Niemu innych. Do bycia Jego świadkami. Świadek to człowiek, który spotkał żywego Boga, który z tej relacji czerpie życie i chce, żeby inni też mogli tego doświadczyć. To ktoś, kto idzie za Chrystusem i swoim życiem daje takie świadectwo, że inni do niego dołączają, też chcą iść. Za takimi ludźmi tęsknię, takich ludzi szukam, sama chcę kimś takim się stać… Tymczasem w sobie i wokół siebie dostrzegam więcej kato-konsumentów niż świadków. Oto co budzi mój gniew. Należymy do Kościoła, korzystamy z sakramentów, dbamy o swój rozwój duchowy i intelektualny- jesteśmy syci. I na tym się kończy. Konsument przyjmuje, cieszy się tym, co otrzymuje, gromadzi i tu się zatrzymuje. Świadek przyjmuje, cieszy się tym, co otrzymuje i wyrusza w drogę, by światłem, które w sobie niesie zaintrygować i pociągnąć innych. Konsument walczy o status quo, świadek trwa w dynamice, bo żniwo jest wielkie… Konsument osiadł na mieliźnie samozadowolenia i komfortu, świadek wyrusza ku peryferiom i ciągle jest w drodze. Konsument stara się o to, aby być poprawnym (walczy o mocną tróję u Pana Boga), świadek jest radykalny i heroiczny, nie kalkuluje i zastanawia się nad tym jak się z Bogiem ,,ugadać”, żeby było dobrze, on buduje z Nim relację, ma inne priorytety.
Podsumowując- jestem zmęczona i odczuwam gniew, gdy widzę swoje (ale też twoje) dziadostwo, letniość i kato-konsumpcjonizm.

Sinusoida.

Przewlekły kato-konsumpcjonizm to śmiertelna choroba ducha. Uniemożliwia autentyczne spotkanie z Bogiem. Zdaję sobie jednak sprawę, że w życiu wiary bywają niezbędne takie momenty, gdy  cały czas i całą energię inwestujemy w zadbanie o siebie. Nasycić się, ucieszyć się i… na tym poprzestać. Jest tak pewnie zwłaszcza wtedy, gdy w naszym sercu próbuje zapanować mrok i zwątpienie, gdy dzieje się coś, co nas przerasta lub gdy przesadziliśmy i popadliśmy w aktywizm. Wówczas potrzebujemy regeneracji. Jednak każdy świadek wie, że to tylko etap. Pauza refleksyjna, która pomoże zebrać siły i poukładać myśli.
Z drugiej strony, warto też pamiętać o tym, że bycie świadkiem nie oznacza nawracania całego świata i rozkręcania gigantycznych ewangelizacyjnych eventów (choć czasem i tak bywa 😉 ). Zazwyczaj będzie to radykalizm przejawiający się w codzienności, będzie to heroizm rozświetlający szarość rutyny. Jesteś świadkiem za każdym razem, gdy przypominasz swoim bliskim, że ich kochasz, gdy uśmiechniesz się do smutnych ludzi oczekujących na poranny tramwaj, gdy zanim kogoś osądzisz i przekreślisz (bo tak łatwiej) zbierzesz się na odwagę i zaproponujesz szczerą rozmowę. Będziemy sądzeni z miłości i tylko przez jej pryzmat należy czytać to, jak mamy być świadkami. A skoro, jak pisał Święty Jan, Bóg jest miłością, to zapytaj Go dziś o Jego pragnienia związane z tym za jakimi świadkami On tęskni. Porozmawiaj z Nim o tym do czego w tym kontekście cię zaprasza. To może być początek wielkiej przygody.

1 comment found

Pozostaw odpowiedź Karina Anuluj pisanie odpowiedzi

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.

Przejdź do paska narzędzi