Czasem boję się iść za Tobą…

Czasem boję się iść za Tobą…

Nawet szybki i pobieżny przegląd rzeczywistości wystarczy, aby stwierdzić, że pójście za Bogiem nie jest jak karta podarunkowa, którą można wymienić na szczęśliwe, zamożne i nieprzynoszące bólu życie. Ktoś oburzony powie: ,,Oczywiście, jak można myśleć inaczej, przecież taki handel nie byłby miłością do Boga.” A ja odpowiem na to, że czasem dopada mnie pokusa takiego myślenia. Czy to dziwi?

Zjazd mniej i bardziej bliskich sobie osób. Długi weekend, więc można się spotkać, wyskoczyć nad wodę, pogadać, odpocząć. Na parkingu kilka samochodów- solidne marki, kosztowały sporo. Potem rozmowy o zagranicznych wakacjach, nowych inwestycjach, planach na życie. W tych planach dla Boga miejsca jest niewiele, będzie go tyle, ile nakazuje tradycja, bo jest przydatnym dodatkiem. Ślub w kościele- bardzo chętnie, bo ślub cywilny nie jest tak wzniosłym wydarzeniem, nie daje pola do popisu, poza tym ciocie, babcie i inne przedstawicielki starszego pokolenia nie będą szemrać. Chrzest- tak, też będzie, bo przecież tak było od zawsze. Dzieci się chrzci i już. Potem Pan Bóg znów będzie od święta, chyba że wydarzy się coś złego, może wtedy, przy okazji znajdzie się dla Niego trochę czasu. Poza tym trzeba pracować, zarabiać pieniądze (jak najwięcej pieniędzy!), trzeba się ustawić. Co więcej się liczy?

Pośród tego wszystkiego jestem ja. Naiwna studentka, która swoje studia i przyszłą pracę wiąże z pomaganiem ludziom. Na studiach każdą wolną chwilę poświęcałam naszemu Duszpasterstwu (za darmo, co za frajerstwo), bo szukałam Boga, bo chciałam poznać siebie, zgłębiać swoją duchowość, poznawać ludzi… Skutek tego jest taki, że dziś nie mam pełnego konta- mam natomiast serce pełne wątpliwości o sens, nie zastanawiam się w jakie wakacje zainwestuję- chciałabym być na tyle wolna, żeby to, gdzie spędzam czas wolny nie było dla mnie istotne, sama dla siebie nie jestem źródłem sensu i odpowiedzi- dramatycznie szukam ich w Bogu i często jest to jak błądzenie we mgle. To zestawienie brzmi absurdalnie. Czyż nie?

Patrzę na ludzi, którzy ufność pokładają w sobie. Wydają się być zadowoleni, nawet szczęśliwi, pewni siebie. Zaglądam w swoje serce i widzę tam lęk o przyszłość, niezrozumienie dla tego co wokół oraz zagubienie. I przecież nie chodzi mi o to, żeby teraz Bóg zesłał ognisty deszcz na wszystkich, którzy nie przestrzegają Jego przykazań. Nie. Ale w moim sercu pojawia się pytanie- czy nie mógłbyś zrobić tak, żeby już tak bardzo nie bolało, żeby nie było już tak strasznie? Po co iść za Tobą kiedy najwyraźniej szczęście i spokojne życie można odnaleźć gdzieś indziej?

Popełniam błąd nowicjuszki- porównuję się z innymi, próbuję zbadać ich serca na podstawie domysłów, próbuję ich historie przełożyć na moje losy. Patrząc wstecz widzę jak ciekawa i niezwykła jest droga, którą do tej pory pokonałam (myśl, że mógł mi na niej towarzyszyć Bóg, że mogę przynajmniej próbować wierzyć w to, że to On pomógł mi w jej przemierzeniu jest pokrzepiająca), na podstawie tego co za mną mogę podejmować kolejne decyzje, rozeznawać kontynuację tej drogi, badać pragnienia. Musiałam się jednak przyznać- sama przed sobą- że chciałabym (zwłaszcza w trudnych chwilach), żeby Bóg był czasem wróżką spełniającą życzenia, która załatwi mi to, czego akurat w danym momencie chcę. Musiałam powiedzieć otwarcie, że czasem boję się podążać za Nim, że przerastają mnie moje marzenia, że czuję się zagubiona. Ta szczerość była uwalniająca, pozwoliła mi zmierzyć się z tymi myślami, a nie spychać je gdzieś na margines świadomości i udawać, że ich nie ma. Dzięki tej konfrontacji mógł nastąpić moment, w którym jak Eliasz najpierw mówię Bogu: Wielki już czas, o Panie! Odbierz mi życie, bo nie jestem lepszy od moich przodków. To w autentyczności moje znękane i bezradne serce otwiera się na Niego i wtedy następuje spotkanie, po którym mogę iść dalej (… [Eliasz] szedł czterdzieści dni i czterdzieści nocy aż do Bożej góry Horeb).

Niemniej- trudne to wszystko. Nie będę udawać, że jest inaczej. Obecnie jestem jednak bliższa myśli, że warto. Po prostu warto.

Boże, błogosław nam wszystkim. Naucz nas jak Cię spotkać- tak w naszych sukcesach jak i porażkach, tak w doli jak i w niedoli, pokaż nam, że to Ty jesteś Początkiem, Źródłem i Życiem. Nie dozwól nam nigdy odłączyć się od Ciebie.

Your email address will not be published. Required fields are marked with *.

Przejdź do paska narzędzi